Artykuły

Nasze emblematy i dystynkcje

Gdy po pierwszym okresie (kiedyś nie było 2 semestrów lecz 4 okresy) nauki w Technikum czy Zasadniczej Szkole Żeglugi Śródlądowej nastąpił ?pierwszy odsiew? a więc ci, którzy pozostali rokowali nadzieję na wytrwanie w nauce niecodziennego fachu - otrzymaliśmy mundury.

Gdy po pierwszym okresie (kiedyś nie było 2 semestrów lecz 4 okresy) nauki w Technikum czy Zasadniczej Szkole Żeglugi Śródlądowej nastąpił "pierwszy odsiew" a więc ci, którzy pozostali rokowali nadzieję na wytrwanie w nauce niecodziennego fachu - otrzymaliśmy mundury.

Mundur marynarski składał się z bluzy wkładanej przez głowę z trójkątnym dekoltem, w którym widać było górę białej koszulki z granatową plisą przy szyi, granatowego kołnierza z trzema rzędami białych taśm, tzw. krawata zdobiącego pierś pod wpuszczonym w dekolt kołnierzem no i oczywiście charakterystycznych, poszerzanych dołem spodni z klapą w miejsce rozporka. Całość ekwipunku uzupełniały czapka okrągła, furażerka, kurtka zimowa czyli bosmanka, mundur roboczy drelichowy, sweter z golfem, buty robocze i worek bosmański.

Mundury, które "fasowaliśmy" z magazynu w internatowych piwnicach przypominały raczej bezkształtne wory i każdy natychmiast zapisywał się w kolejkę do mieszkające w "Bloku - B" krawcowej. Ta znała się na swoim fachu i na upodobaniach "marwojów" z TŻŚ. Bluzy zostały więc dopasowane ściśle do "klaty", zyskiwały potrójne stębnowania podkreślające krój (i tors), ale przede wszystkim chodziło o spodnie. Z bezkształtnych rur przeobrażały się w efektowne "dzwony" - w razie potrzeby poszerzone klinami tak, aby dół nogawki równy był długości buta. Zdarzali się wprawdzie nadgorliwi ale spodnie szersze niż but wyglądały już groteskowo.

Może o mundurach i ich dopasowaniu do "trendów" obowiązujących w TŻŚ napiszę przy innej okazji. Wiążą się z tym bowiem zabawne sytuacje i anegdoty, a jest ich co najmniej tyle - ile wersji dotyczących symboliki samego munduru ("Admirał Nelson", "Trafalgar", "po co szerokie spodnie", "skąd wziął się kołnierz" itd.) Zajmę się tym, co wyróżniało naszą szkołę i nasze mundury od mundurów innych szkół marynarskich. Zacznę od emblematu głównego czyli "kotwiczki" noszonej na czapkach i naramiennikach. Jest dziś trudno ustalić kto i kiedy opracował wzór emblematu szkolnego TŻŚ, ale z cała pewnością wzorował się na emblemacie Szkoły Morskiej, co widać na rycinie obok. W obu niemal ta sama, stylizowana kotwica admiralicji opleciona jest linami tworzącymi inicjały nazwy szkoły. Obydwa emblematy były zbliżone rozmiarami i wykonane z tego samego stopu metalu, z którego produkowane były guziki do marynarskich mundurów.

Nasze kotwiczki nosiliśmy na czapkach i furażerkach w miejscu, gdzie każda wojskowa czapka ma emblemat bądź godło. Okrągłe czapki, które otrzymywaliśmy wraz z sortami mundurowymi były wiotkie i bezkształtne jak podpłomyk. Należało z nich zrobić "lotniskowca" i był to zabieg wymagający różnych umiejętności przekazywanych z "pokolenia na pokolenie" roczników TŻŚ. "Lotniskowiec" miał nad czołem sztywno niczym dziób okrętu uniesiony przód z wpiętą kotwiczką, a tył czapki musiał wystawać poza otok kilka centymetrów. Z czapki wypruwało się podszewkę i usztywniało główną część stalowym drutem tak, aby kształt lotniskowca zachował się niezmiennie i niezależnie od zewnętrznych bodźców. Naszym zdaniem dopiero tak spreparowana czapka nadała się do włożenia jej na głowę oraz jako tło dla wspaniałego emblematu.

W szkole wówczas pięcioletniej było jednocześnie pięć roczników czyli "pięć poziomów wtajemniczenia". Aby można było rozpoznać z kim ma się do czynienia (bo pozory często myliły) - uczniowie nosili dystynkcje na ramionach (właśnie: na ramionach jako naramienniki, a nie na piersiach jako "broszki"). Naramienniki przypinano nam symbolicznie na przysiędze, która miała miejsce właśnie tuz po otrzymaniu mundurów. Naramienniki wykonane z filcu obszytego czarnym gurtem po stronie wierzchniej miały kształt podłużnej patki (stąd ich potoczna nazwa) czyli prostokąta ze ściętymi trójkątnie krótszymi bokami. Na "patkach" nosiliśmy więc po pierwsze: emblemat szkoły - po wtóre: tzw "winkle" (winkel - z niem. kąt) w ilości odpowiadającej klasie, do której się uczęszczało. Wyjątkiem była klasa piąta - maturalna. Tu na patce czyli naramienniku pojawiała się przez środek złota taśma galonowa, a centralnie przypięty był na niej emblemat szkoły. Na rysunku poniżej przedstawiłem jak to wyglądało.


Naturalnie każdy z nas przyozdabiał "swój" mundur według swoich upodobań i jednym z najczęściej pojawiających się elementów dodatkowych były sylwetki okrętu podwodnego - piłowane i polerowane na zajęciach warsztatowych. Wszczepił te jedyną w swym rodzaju modę ŚP Roman Radziałowski - kapitan statku szkolnego "Westerplatte" - gdyż to on pierwszy miał wpięty w kieszeń munduru taki element.

Była jednak odznaka, której posiadanie okupić trzeba było odpowiednią średnią ocen a nie cierpliwością w posługiwaniu się pilnikiem i papierem ściernym. Mówię o Odznace "Wzorowego Ucznia TŻŚ" - zaprojektowanej ponoć przez tego samego cytowanego wyżej Romana Radziałowskiego. Przyznawana była po każdej klasie i można było być wyróżnionym wielokrotnie. O ilości przyznanych laurów informował kolor podkładki pod odznaką: bez podkładki - pierwszy raz, podkładka niebieska - drugi raz, podkładka zielona - trzeci raz, podkładka czerwona - czwarty (maksymalnie) raz.

Kiedy opuściliśmy szkołę pozostały nam na pamiątkę niektóre elementy munduru i odznaki. Każdy z nas zapewne z pietyzmem przechowywał je przez czas dłuższy lub krótszy. Niektórzy je posiadają do dziś - inni z różnych powodów już nie. Organizowano jednak zjazdy absolwentów i z tej okazji także pojawiały się okolicznościowe odznaki. Niestety - nie zachowały się w moich zbiorach te z okazji 30-lecia szkoły. Był to jedyny zjazd, w którym "w pełni" uczestniczyłem. Potem byłem jeszcze na 40-leciu szkoły jako kapitan "Młodej Gwardii", ale był to raczej "dziwny" czas w okresie stanu wojennego. Później już nie dane mi było uczestniczyć w żadnym "oficjalnym". Wziąłem udział w "zlotach" w Dusznikach i ostatnim: 21.06.2009 we Wrocławiu. Znaczki z tych ostatnich prezentuję poniżej.

Powstała jednak (szczycę się tym, że przy moim udziale) odznaka, której popularność rośnie z każdym niemal dniem i można ją zobaczyć w klapach marynarek na wielu konferencjach, zjazdach, mityngach i forach.

Mowa tu o odznace, która powstała pod egidą Stowarzyszenia Absolwentów TŻŚ. Jej forma i treść budzi zainteresowanie ludzi spoza środowiska TŻŚ i bardzo często pytają co to za piękna odznaka. Czytelna symbolika i kształt oraz znana maksyma nie wymagają wyjaśnień. Dość powiedzieć, że noszą ją także osoby nie będące absolwentami TŻŚ, ale uhonorowane w ten sposób za zasługi dla szkoły i dla żeglugi śródlądowej.
Nasz Kolega i Absolwent wrocławskiego TŻŚ, a obecnie jubiler i gemmolog z New Jersey w USA - Leszek Czerwiński - postanowił wykonać dla uczczenia pamięci naszej zlikwidowanej Szkoły jej emblematy ze szczerego kruszcu. Samodzielnie zaprojektował też i wykonał Sygnet Absolwenta TŻŚ. Nasze szkolne emblematy w tym luksusowym wydaniu mogą być noszone na łańcuszku i w tym celu wieńczy je ozdobna szekla. Istnieje tez wersja do wpięcia w klapę lub jako szpilka do krawata.

Tak oto w skrócie przedstawia się droga jaka przebyła na przestrzeni dziejów nasza kotwiczka - emblemat naszej szkoły, a dziś jedyna tak rozpoznawalna pamiątka po jej istnieniu.

Andrzej Podgórski


Udostępnij:

Apis 24.07.2011 9792 wyświetleń 1 komentarzy Drukuj



1 komentarzy

  • Marek Kuzma
    Marek Kuzma
    mam taką o jej formie i treści jestem często pytany.
    - 26.03.2015 23:12:43

    Dodaj lub popraw komentarz

    Zaloguj się, aby napisać komentarz.
    Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
    Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności.Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies