Artykuły

Powrót na Brucknera

Spotkanie z historią

Wybierałem się do Wrocławia, i wybierałem. W końcu jestem. To znaczy byłem. Zaprosił mnie Zygmunt. W piękne miejsce. Nazwa jest tak samo tajemnicza jak posiadłość. Samotność usługująca zmysłom. Łatwo sprawdzić czy się je ma. Pora roku w sam raz. Jeszcze nie jesień. Dawność okryta barwnością drobiazgów. Zero pośpiechu. Cisza przerywana tylko przez ptaki. Gadamy. Zygmunt wprowadza mnie w kronikę wydarzeń. Nie chronologicznie, ale to nie ma znaczenia. Ja wszystko chłonę, jak gąbka. Wszystko jest ciekawe, choć czasem nie wesołe. Dużo tego i jak siebie znam, to do jutra już coś wyparuje.

Rano jedziemy ? zgodnie z wczorajszym planem ? do Wrocławia. Po kolei - cmentarz i grób Pana Profesora St. Waszczyńskiego. Kiedyś mi powiedział, że przypadkowa dziewczyna, zaproszona na studniówkę, nie przyniesie mi dobrej zabawy. Tak było. W ostatniej rozmowie po maturze, powiedział mi pytająco:

- Wiesz, co masz robić?

Przytaknąłem, ale nie wiedziałem, że to dość skomplikowane. Wspaniale, że chcecie odnowić grób Pana Profesora. Zygmunt już prawie dopiął ten cel na ostatni guzik.

Zajeżdżamy pod internat. Kiedyś wszystko miało inny wymiar. Było symbolem. Internat był symbolem własnego domu. Po pewnym już czasie nim był. Dziś już tego nie czułem, najbardziej stała się mi bliska - winda kuchenna, towarowa. Była najbardziej autentyczna ? chociaż jej nie zauważyłem od razu. Na dobrych fundamentach, nie trudno było następcom odnowić świetność tego miejsca. Ale mają drzewa, piękne drzewa, których my nie mieliśmy. Ale nie mają kotłowni. To nie teren szkoły, to park nauki i wypoczynku. Teren porządnie ogrodzony, sielski zakątek. Nie do poznania. Warsztaty, byłe. W głąb korytarza prowadziła betonowa posadzka - to sobie wyobraziłem. Opryskiwanie wodą, zamiatanie. Hałas zakładu przemysłowego zamieniony w naukową ciszę.

I w końcu szkoła. Dlaczego się u nas nie szanuje pamiątek z przeszłości. Wiele rzeczy znikło mi sprzed oczu. Pewnie wielu z was pomyślało, że jak człowiek sam czegoś nie dopilnuje, to nikt tego nie zrobi. Święte słowa. Korytarze szkolne wydały mi się jakby większe i przestronniejsze, ale to pewnie wynik wykończenia ich wnętrza, albo pustki. Żadnej gabloty z naszym umundurowaniem. żeby chociaż to kłuło w oczy obecnych użytkowników i nie dawało decydentom spokoju. A ten projektor na korytarzu powinien pokazywać, zdjęcia z historii naszej szkoły i żeglugi. Na przykład na przerwach. Ci młodzi ludzie będą mieliby powód do zaznaczenia, być może, tego tematu w przyszłości.

Postój dla rowerów - Niderlandy. Powiew wielkiego świata, ale przecież jest to powiew od rzeki. Czy ktoś czuje z tych edukujących się, że tam płynie Odra. Bo może wydawać się im, że Odra stoi w miejscu. Na tych dużych, szkolnych korytarzach ciągnie mnie, żeby otworzyć drzwi, do którejś z klas, i sprawdzić, czy może lekcję prowadzi, któraś z naszych Pań Profesorek.

Mała tablica pamiątkowa na zewnętrznej, wejściowej ścianie. Przydałaby się jeszcze jedna bliżej ulicy. Cisza w szkole, bo trwają lekcje. Musiałbym przemierzyć te wszystkie wewnętrzne trakty kilka razy, żeby móc kierować tu ruchem. Wracają z pamięci te przetasowania, przemarsze klas, góra - dół, stary gmach - nowy gmach, wchodzimy ? wychodzimy, kolejki do WC, powtarzanie do klasówek, chwyta się coś uchem od kolegi, a w pokoju nauczycielskim porządkują się ostatnie zarysy naszych zadań.

Ciekawe dlaczego ta nowa szkoła nie została nazwana imieniem ?Technikum Żeglugi Śródlądowej?, albo chociażby imieniem, któregoś z naszych zasłużonych nauczycieli czy dyrektorów. Te wielkie frontowe okna naszych klas jakby wypatrywały takiego ukłonu. Zygmunt pokazuje mi: - to jest tu, to tam. Wszystko niby jest na swoim miejscu, ale na pewno czegoś tu nie ma skoro ja się gubię i czuję nieswojo. Ale będzie ? Izba Pamięci. Właściwie to my jesteś my prawdziwymi, bo żyjącymi pamiątkami. I oby jak najdłużej.



To urocze siedlisko, do którego powracamy pod wieczór, właściciele ? Irmina i Zygmunt Szewczykowie nazwali ? Ruda Biedaczka. Dlatego, gdy się tam jedzie, nie oczekuje się czegoś nadzwyczajnego. No to dlaczego wszyscy goście czują się tam tak dobrze. Ale o tym przy innej okazji.

Normalnie, teraz, opuścilibyśmy banderę, ale nasza niech powiewa cały czas.

JACK


Udostępnij:

Karcz Jacek 25.09.2011 2986 wyświetleń 1 komentarzy Drukuj



1 komentarzy

  • zygasz69
    zygasz69
    "...Profesorów słodkie grona
    na Toruńskiej i Brucknera
    pamięć ich nie spopielona
    rzecznym asom śni się teraz.

    Już przerwany został front
    i złość Odry czasem wzbiera
    zniknął rzecznych asów kąt
    róg Toruńskiej i Brucknera..." (Jacek Karcz 2011)

    Powroty, tęsknoty, bolesne realia. Dzięki Jacku. Wzruszająco to ująłeś.
    Babie lato z "Rudej Biedaczki" i my pozdrawiamy Ciebie. Irmina i Zyga
    - 25.09.2011 22:04:33

    Dodaj lub popraw komentarz

    Zaloguj się, aby napisać komentarz.
    Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
    Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności.Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies