Artykuły
- Strona główna
- Artykuły
- Nauczyciele
- Nie bój "Żaby"...
Nie bój "Żaby"...
Józef Kusek był wychowawcą mojej klasy w internacie i miał ksywkę "Żaba". Jakoś niczym szczególnym nie wyróżniał się w gronie kadry opiekującej sie nami na Toruńskiej. Ba! Nawet niezbyt rzucał się w oczy: niewysoki i wymawiający z namaszczeniem słowa "Pan Kierownik" mógłby być porównywany z postacią kreowaną przez Romana Kłosowskiego" w serialu "Czterdziestolatek".
Józef Kusek był wychowawcą mojej klasy w internacie i miał ksywkę "Żaba". Jakoś niczym szczególnym nie wyróżniał się w gronie kadry opiekującej sie nami na Toruńskiej. Ba! Nawet niezbyt rzucał się w oczy: niewysoki i wymawiający z namaszczeniem słowa "Pan Kierownik" mógłby być porównywany z postacią kreowaną przez Romana Kłosowskiego" w serialu "Czterdziestolatek".
Podobnie więc jak Maliniak pod nieobecność pryncypała był głośny i pełno go było wszędzie. Grzmiał swoim niskim głosem - chyba nawet nieco specjalnie zniżanym - usiłując wywrzeć na nas piorunujące wrażenie... Niemniej bano się go nie ze względu na głośne pohukiwania, ale z powodu cichutkiej, niesłychanej, służalczej wręcz postawy wobec "Pana Kierownika", któremu "Żaba" doniósł o każdym - nawet najdrobniejszym przewinieniu delikwenta. Skutkowało to często przeróżnymi sankcjami, z których "ZOO" (zakaz opuszczania obiektu) był jednym z drobniejszych ale najdotkliwszych.
Wychowawca nasz (jak większość wychowawców w całym TŻŚ w naszych czasach) czepiał się także długości włosów. Uznane przez niego za zbyt długie musiały być "doprowadzone do porządku". W naszych, rockendrollowych czasach każdy chciał mieć włosy jak John Lennon lub Frank Zappa, co z mundurem kłóciło się jednak ustawicznie, a z "żabim" pojęciem schludności w szczególności.
Tak też więc w internacie między różnymi innymi czynnościami (np. nauka - hi hi hi) moim - i to dość dochodowym - zajęciem było "doprowadzanie włosów do porządku". Umiałem (i potrafię to nadal - sam się strzygę) obchodzić się z nożyczkami i grzebieniem w stopniu zadowalającym "moich internatowych klientów". Zamawiali sobie strzyżenie do pokoju, przychodziłem, "doprowadzałem włosy do porządku", kasowałem jakieś fajki lub wiktuały w zamian za spokój, czyli "nie bój Żaby".
Jak to zwykle w bajkach bywa - przyszła kryska na Matyska. "Żaba" dorwał mnie!
- Podgórski! - zagrzmiał tym swoim niby-basem - Włosy doprowadzić do porządku!
Postanowiłem, ze zagram va banque i... nie obetnę ani centa! Poszedłem za to do łaźni i "wymyłem piórnik" starannie. Piórnik - to "głowa zdobna w pióra" lub - jak barwnie w śląskim dialekcie określał włosy Kapitan Józef Bąk - "w pirze". "Pierze na piórniku" potraktowane szamponem w łaźni ukazało swoje "piękno i porządek", więc według mnie spełniłem rozkaz "Żaby" solidnie.
Jeszcze tego samego wieczoru "Żaba" przyszedł sprawdzić jak wykonałem jego stanowcze żądanie. Jakież było jego zdziwienie, gdy ujrzał nietkniętą "plerezę" na karku.
- Podgórski! Miałeś doprowadzić włosy do porządku!
- Doprowadziłem, Panie Wychowawco! Umyłem i uczesałem! - odpowiedziałem służbiście.
- Miałeś je ostrzyc! - zagrzmiał "Żaba". - Ktoś mi tu powiedział, że społecznie strzyżesz chłopców w internacie!
- Tak jest!
- To dlaczego ty się nie ostrzyżesz?
- Widzi Pan, Panie Wychowawco - bo to jest tak: szewc chodzi bez butów, a ja... nieostrzyżony....
Aż się zająknąłem przestraszony swojej śmiałości. Ale "Żaba" potraktował to jako świetny dowcip i... zapomniał co miał wyegzekwować.
"Żaba" miał brzydkie przyzwyczajenie otwierania drzwi od naszych pokojów jednym ruchem i "wywalania" ich na oścież. Nigdy tez ich za sobą nie zamykał i "robiąc cyrk" - czyli głośno strofując za cokolwiek mieszkańców wybranego pokoju - wywoływał zbiegowisko innych uczniów na korytarzu. Oni też "robiąc małpę", czyli drwiąc sobie różnymi minami i gestami z tych przyłapanych przez "Żabę" na czymś według "Żaby" nieregulaminowym, wkurzali nas bardziej niż sam "Żaba".
Postanowiliśmy zrobić coś, czego regulamin nie zabraniałby, a co kochanego wychowawcę zmusiłoby do innego traktowania drzwi...
W piątej klasie mieliśmy w internacie pewne przywileje związane ze zbliżającą się maturą. Dotyczyły one zwłaszcza "nauki własnej" i organizowania sobie przestrzeni do tej nauki. Mieliśmy przyzwolenie na przykład na wypożyczenie sobie ze świetlicy dodatkowego stolika do pokoju, dokonanie przemeblowania pokoju ułatwiającego wygospodarowanie miejsca itp. Skwapliwie to wykorzystaliśmy do zastawienia pułapki na "Żabę".
Przestawiliśmy dwie potężne szafy tak, że znalazły się naprzeciw drzwi. Ich tylne ściany - widoczne od strony okna - okleiliśmy plakatami i stało wzdłuż nich jedno z łóżek. Uzyskaliśmy coś w rodzaju przedpokoju w pokoju. A jak to działało na "Żabę"?
Gdy Józef Kusek swoim zwyczajem jednym gwałtownym ruchem otwierał drzwi i pchał je w przód przed siebie - one odbijały się od szaf i leciały na niego tym mocniej im mocniej je pchnął! Doprowadzało go to do furii:
- Co tu jest z tymi drzwiami?! To nie może tak być!
Ale na tym nie koniec! Perfidnie wymyśliliśmy to tak, że trzeba było te drzwi za sobą zamknąć, aby przedostać się do dalszej części pokoju - otwarte zamykały dostęp do przejścia obok szaf. Tego było już "Żabie" za wiele.
- Muszę iść do Pana Kierownika i powiedzieć mu o tym!
O dziwo - Pan Strusiński (bo wówczas to on był Kierownikiem) - nawet nie pofatygował się obejrzeć miejsca przestępstwa nie widząc w tym nic zdrożnego tym bardziej, że o przemeblowaniu pokoju poinformowaliśmy dużo wcześniej tłumacząc to potrzebą zorganizowania sobie lepszych warunków do nauki.
Tym samym "Żaba" musiał się pogodzić z naszym nań "sposobem", a do naszego pokoju ustawiały się wycieczki zwiedzających. Chyba kilka innych pokojów zrobiło sobie przedpokoje...
Udostępnij:
- Karcz Jacek- 29.10.2011 18:54:48
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności.Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies




