Aktualności
- Strona główna
- Aktualności
- Dzień Naszych Nauczycieli
Dzień Naszych Nauczycieli
Sobota 15.10.2011. Pogodny poranek zwiastował słoneczny i dość ciepły dzień. Umówiłem się z Zygą w pobliżu wrocławskiej kwiaciarni, skąd wzięliśmy zamówione wcześniej bukieciki kwiatów dla naszych belfrów. Porządkujemy marszrutę, przygotowujemy okolicznościowe karty-laurki i ruszamy. Najpierw Toruńska - Blok "B". Tu mieszka nadal kilkoro naszych nauczycieli, więc mamy ich osiągalnych niejako w jednym miejscu. Zaczynamy od wizyty u Pani Jadwigi. Jest poważnie chora, ale otwiera nam drzwi z uśmiechem. Jest jak zawsze przy takich okazjach wzruszona i bardzo szczęśliwa, że o Niej pamiętamy. Wręczamy kwiaty i symboliczne prezenty. Kilka słów, kilka wspomnień... Pani Jadwiga pozdrawia za naszym pośrednictwem wszystkich Absolwentów.
Czynią to także wszyscy pozostali, których odwiedziliśmy.
Sobota 15.10.2011. Pogodny poranek zwiastował słoneczny i dość ciepły dzień. Umówiłem się z Zygą w pobliżu wrocławskiej kwiaciarni, skąd wzięliśmy zamówione wcześniej bukieciki kwiatów dla naszych belfrów. Porządkujemy marszrutę, przygotowujemy okolicznościowe karty-laurki i ruszamy. Najpierw Toruńska - Blok "B". Tu mieszka nadal kilkoro naszych nauczycieli, więc mamy ich osiągalnych niejako w jednym miejscu. Już parkując na podwórku wpadamy na Włodka Zelkowiera, który wprawdzie musi wyjechać, ale zapewnia, że Basia jest w domu i oczekuje nas. Wykonawszy "niedźwiedzia" z Włodkiem wchodzimy do wnętrza znanego nam budynku.
Zaczynamy od wizyty u Pani Jadwigi. Jest poważnie chora, ale otwiera nam drzwi z uśmiechem. Jest jak zawsze przy takich okazjach wzruszona i bardzo szczęśliwa, że o Niej pamiętamy. Wręczamy kwiaty i symboliczne prezenty. Kilka słów, kilka wspomnień... Pani Jadwiga pozdrawia za naszym pośrednictwem wszystkich Absolwentów.
Odwiedzamy Ryszarda Strusińskiego. Jest lekko zdziwiony, ale to zdziwienie podszyte wzruszeniem. Dziękuje nam za pamięć i upominki. Nie nadużywamy zbytnio jego prywatności, zwłaszcza, że dowiadujemy się o Jego kłopotach rodzinnych.
W tej samej klatce mieszkają też Zelkowierowie. Włodka już "trafiliśmy", ale Basia nie pozwala nam wyjść nie skosztowawszy Jej wypieków i herbaty. Mile gawędząc z uroczą gospodynią Zyga i ja poszerzamy naszą wiedzę o niektórych nieznanych faktach z "epoki". Czas jednak nagli - czekają inni.
Przechodzimy do sąsiedniej bramy. Tu mieszkają prof. Jan Bernacki i Jan Muzyka. Odwiedzamy najpierw tego drugiego, bo wcześniej telefonowaliśmy do Pana Bernackiego i nikt nie odbierał. Nie byliśmy więc pewni czy jest w domu. Janek Muzyka przywitał nas jak starych znajomych, gdyż byliśmy tu przed "Viadrusem" w Ścinawie Polskiej i dość długo rozmawialiśmy na tematy żeglugowe. Ucieszył go fakt, że pamiętamy o swoich nauczycielach. Wręczamy Mu kwiaty, film z "Viadrusa" i wiersz Jacka Karcza na okolicznościowej karcie. Janek rewanżuje się ofiarując mi do swobodnej dyspozycji i publikacji na stronie zegluga.wroclaw.pl swoje opracowanie pt. "Zaploty lin", który opatrzył we wprowadzeniu tymi słowami:
"Materiały te przekazuję panu Andrzejowi Podgórskiemu do umieszczenia, (jeżeli to możliwe) w swojej bardzo ciekawej witrynie; może nimi dowolnie dysponować. Będę zadowolony, jeżeli ?marynarska brać? zechce wykorzystać je dla potrzeb okrętowych. Wszystkich absolwentów TŻŚ serdecznie pozdrawiam ? ?Jaś? również absolwent TŻŚ."
Ciepło żegnani "do następnej okazji" idziemy do Pana Janka Bernackiego, który wrócił właśnie do domu. Uroczyście dokonuję wręczenia "Kryształowej Łódki", którą Pan Jan miał otrzymać w Ścinawie Polskiej jako wychowawca klasy "A" rocznika kończącego szkołę w 1971 roku. Jak pozostali otrzymuje tez film z "Viadrusa, czyli 40 lat po maturze" oraz kwiaty i wiersz Jacka wkomponowany w laurkę z motywem graficznym naszej strony absolwenckiej. Smakujemy pyszne ciasto, które upiekła żona Pana Janka i z żalem przerywamy wspomnienia - także o moim wychowawcy Henryku Pasku, z którym Pan Janek się przyjaźnił w czasach szkolnych.
Jedziemy teraz na Biskupin do Pani Bogusławy Kędzierskiej. Oczekiwała naszej wizyty i choć nie uczyła nas a w moim przypadku nawet już jej nie było w szkole gdy rozpocząłem naukę - przywitała nas jak "swoich" uczniów. Oczywiście znów staropolska gościnność: kawa, herbata, ciasto i arcyciekawe opowieści nie tylko z historii TŻŚ. Zyga zostaje depozytariuszem ciekawych materiałów z budów w Czechosłowacji, w których kiedyś czynnie uczestniczył. Z żalem rozstajemy się, ale terminarz umówionych spotkań jest bardzo napięty a już mamy spory poślizg.
Kolejny przeskok samochodem - tym razem rejon Placu Grunwaldzkiego i już pukamy do drzwi Pani Marii Bednarskiej. Wizyta zapowiedziana i godzina umówiona, więc gospodyni zaprasza, częstuje herbatą i ciastem, snuje opowiadania, które chłoniemy. Zyga opowiada o postępach w renowacji nagrobka Profesora Waszczyńskiego. Pani Maria była świadkiem na ślubie "Cyrki", pokazuje nam zdjęcia z tej ceremonii, opowiada o pasmie tragicznych zbiegów okoliczności w wyniku których Prof. Waszczyński stracił swoich bliskich.
Czas nas niemiłosiernie pogania więc żegnamy naszą miła rozmówczynię i gnamy w inny koniec Wrocławia, do Pani Bronisławy Muzyki. Przeprosiwszy za spóźnienie spowodowane "siłą wyższą" wręczamy - jak poprzednio wszystkim - kwiaty, kartę z wierszem Jacka Karcza i film z "Viadrusa" w okolicznościowej obwolucie wraz z płytą CD ze zdjęciami Zygi z uroczystości, na której Pani Muzyka była i świetnie się bawiła. Ponieważ Pani Bronia nie ma komputera, zobowiązałem się, że wybrane zdjęcia przetworzymy na klasyczna papierową wersję i podrzucimy przy okazji. Usiedliśmy przy kawie, Zyga jeszcze miał siłę na ciasto... Znów snuliśmy wspomnienia z czasów szkolnych, Pani Bronia ma świetną pamięć - co zresztą stwierdziliśmy także w przypadku naszych wszystkich w tym dniu odwiedzonych belfrów. Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę o sprawach dzisiejszych, o tym kto i jak udziela się w społeczności absolwenckiej, z kim mamy kontakt itd. Pani Bronia serdecznie za naszym pośrednictwem pozdrawia całą społeczność Absolwentów z Brucknera 10 i była bardzo dumna gdy mówiła swojej przyjaciółce (tez nauczycielce), że dziś odwiedzają ją Jej absolwenci, a ta Jej zazdrościła...
Wsiadamy w samochód i jedziemy znów w przeciwległy koniec Wrocka - na Niskie Łąki. Tam w skrajnych warunkach mieszka Maurycy Janiszewski - "Liston". Zyga jakiś czas temu przedstawił te "skrajne" warunki Zarządowi Stowarzyszenia Absolwentów, więc nie będę ich opisywać. Liston był wzruszony pamięcią o jego nauczycielskiej przeszłości. Zygmunt podjął z Nim rozmowę na temat jego sytuacji i możliwościach rozwiązania pewnych najpilniejszych problemów.
Zrobiło się już późne popołudnie a może nawet wczesny wieczór gdy po dniu pełnym wrażeń wracałem samochodem do Brzegu. Stąd dopiero dziś zasiadłem do klawiatury aby zdać społeczności relację z naszej misji. Mam nadzieję, że stanie się ona zalążkiem stałej tradycji, a w "misjach" tego typu będą brać udział także inni Absolwenci - członkowie Stowarzyszenia. Czasami mam bowiem wrażenie, że niektórzy potrafią tylko dużo pisać w internecie (najczęściej o sobie, swoich zasługach i często - o zgrozo - jak najgorzej o innych absolwentach), a do działań konkretnych jakoś im niespieszno...
Andrzej Podgórski '71

Materiały na stronie są własnością ich autorów. Wykorzystanie wymaga zgody redakcji serwisu
Apis | Alhenag | Wierzbnik | Żegluga śródlądowa | Rada Kapitanów
Powered by PHPFusion. Copyright © 2026 PHP Fusion Inc.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Septenary Theme by Craig and Chan
1.934.509 unikalnych wizyt




Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności.Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies