Aktualności
- Strona główna
- Aktualności
- Pożegnaliśmy Zygmunta...
Pożegnaliśmy Zygmunta...
Słoneczny lecz mroźny dzień? Przybywają Koledzy i Nauczyciele z Technikum Żeglugi Śródlądowej, widzę Panią Bronisławę Muzykę, Panią Bogusławę Kędzierską i Panią Marię Bednarską... Są Państwo Zelkowierowie, Pan Henryk Pierchała i wielu innych. Jest Zbyszek Priebe w podwójnej roli: Absolwenta i Starszego Brata Bractwa Mokrego Pokładu, które reprezentuje także Jadzia Łukasiewicz. Janek Pyś podobnie: absolwent i dyrektor Urzędu Żeglugi Śródlądowej. Jest Waldek Rybicki i Krzysiek Mrowiec z Zarządu Stowarzyszenia Absolwentów, jest poczet ze sztandarem szkoły. Oczywiście jest wielu kolegów klasowych, absolwentów z innych roczników i po prostu przyjaciół: Zbyszek Deniusz, Wojtek Kato, Jacek Sługocki, Jacek Karcz, Janusz Fąfara, Marcin Lubieniecki, Kazik Węgrzyn, z którym Zyga ?organizował? nowy, granitowy nagrobek ?Cyry?...
Słoneczny lecz mroźny dzień? Skrzy się szron na gałęziach, zamarznięte kałuże ślą perskie oczka słonecznych promieni. Siedzę jeszcze w samochodzie zaparkowanym przed cmentarną bramą. Widzę przez szybę jak pojawiają się wszyscy ci, których bardzo dotknęła śmierć Zygmunta - zechcieli i mogli przybyć, aby towarzyszyć mu w ostatnim rejsie na drugi brzeg rzeki życia. Pora już wysiąść z auta i przejść do przycmentarnej Kaplicy. Przybywają Koledzy i Nauczyciele z Technikum Żeglugi Śródlądowej, widzę Panią Bronisławę Muzykę, Panią Bogusławę Kędzierską i Panią Marię Bednarską... Są Państwo Zelkowierowie, Pan Henryk Pierchała i wielu innych. Jest Zbyszek Priebe w podwójnej roli: Absolwenta i Starszego Brata Bractwa Mokrego Pokładu, które reprezentuje także Jadzia Łukasiewicz. Janek Pyś podobnie: absolwent i dyrektor Urzędu Żeglugi Śródlądowej. Jest Waldek Rybicki i Krzysiek Mrowiec z Zarządu Stowarzyszenia Absolwentów, jest poczet ze sztandarem szkoły. Oczywiście jest wielu kolegów klasowych, absolwentów z innych roczników i po prostu przyjaciół: Zbyszek Deniusz, Wojtek Kato, Jacek Sługocki, Jacek Karcz, Janusz Fąfara, Marcin Lubieniecki, Kazik Węgrzyn, z którym Zyga ?organizował? nowy, granitowy nagrobek ?Cyry?...
Nie sposób wymienić wszystkich nazwisk, ale nie chciałbym też, aby ktokolwiek czuł się pominięty. Przepraszam więc z góry wszystkich, którzy w ostatniej drodze Zygmuntowi towarzyszyli, że nie tworzę tu swoistej ?listy obecności?. To przecież dzień bardzo szczególny i trudno ze wzruszenia spamiętać wszystkich i wszystko.
Kapłan rozpoczyna modlitwy nad urną z doczesnymi szczątkami śp. Zygmunta. Brzmią smutne dźwięki psalmów żałobnych. W ten zimny dzień robi nam się jeszcze zimniej? Część z nas stoi przed kaplicą, bo nie było miejsca wewnątrz. Rusza orszak żałobny. Jest nas teraz więcej, bo połączyli się ci którzy byli wewnątrz z tymi na zewnątrz. Rozpoznajemy się wzajemnie, pozdrawiamy skinięciem głowy i uśmiechem przez łzy.
Idziemy w milczeniu przez główną aleję. Docieramy na miejsce pochówku ? szeroko otaczamy świeży grób nakryty baldachimem, obok którego stoi prosty krzyż. Tabliczka na nim informuje nas o czymś, czego nasza świadomość nie chce zaakceptować. Ceremoniał pogrzebowy celebrowany przez księdza zmusza nas ? jak to powiedział nieco później Waldek Rybicki ? do przyjęcia z pokorą wyroków Pana, ale bardzo jest nam ciężko z nimi się pogodzić. Jacek Karcz odczytał piękną mowę. Szkoda jedynie, że ze względu na słabe nagłośnienie niewielu usłyszało te piękne słowa. Przeczytajmy więc je teraz:
Zygmunt, Przyjacielu znad Odry,
świat, do którego powołał cię Pan Bóg, jest światem ogromnym. Nie wiemy nigdy jak długa droga czeka człowieka, zanim w świecie Boskich Niebios zadomowi się całkowicie. Opuszczasz obszar ziemskiego życia nie do uwierzenia niespodziewanie dla twojej najbliższej rodziny, nie do uwierzenia niespodziewanie dla profesorów, kolegów i absolwentów , dla ludzi, którzy z tobą się spotykali. Nie do uwierzenia niespodziewanie. Gdy dotarła do mnie ta wiadomość, zniknęła moja całkowita orientacja o tym, co się dzieje wokół mnie. Człowiek przestaje nagle wierzyć w to co widzi i w to co słyszy. Nie łatwo się pozbierać i wrócić do normalnych, życiowych funkcji. Nagle przestałem się gdziekolwiek śpieszyć, a pamięć przywoływała ostatnie skrawki wspólnych rozmów, treści maili, wymianę zdań przez telefon. Pamięć przywoływała również jakieś przeczucia z brakiem odpowiedzi na ostatnią korespondencję. Tak głęboko wkracza pamięć, że zaczynamy czuć się niespodziewanie odpowiedzialni za czyjś los, za to co się może stać.
To właśnie Zygmunt, rok temu ? wespół z kolegami ? odnalazł mnie po 40-stu latach nieobecności w środowisku kolegów z klasy. To pierwszy z brzegu przykład, że nie było dla niego rzeczy niemożliwych do zrobienia. Od tego momentu odnowiła się nasza łączność i wspólna jakby działalność na stronie absolwentów z Toruńskiej i Brucknera. Wspieraliśmy się niektórymi pomysłami. Był otwarty na wiele pomysłów i był nimi zawalony. Jego praca, która pozwalała wielu nam pisać dalej historię o naszej szkole ? w szerokim tego słowa znaczeniu i wpisywać w nią również historię polskiej żeglugi śródlądowej. Nasza wymiana zdań w tych tematach była pełna jego cierpliwości i wyważenia. Jego opinie dzięki znajomości środowiska dość łatwo mnie przekonywały. Były bardzo ludzkie, po ludzku czyste i spokojne. Wszelkie obawy i wątpliwości wyjaśnialiśmy od razu i zawsze dochodziliśmy do wspólnego zdania. Nigdy nie próbował się wywyższać. Przebijała z naszej korespondencji jego pokora i szacunek dla ludzi. Dla ich wieku, statusu, postępowania, zasług. Swoje ewentualne krytyczne osądy potrafił udowodnić. Posiadał umiejętność mobilizowania kolegów do współpracy, do zacieśniania naszych koleżeńskich znajomości.
Najważniejsza była dla niego oczywiście rodzina. To żona wspierała go w tym, żeby mógł realizować to czego się podjął, by przy wielu okazjach pamiętać o niejednym z nas. Odczuwałem to w każdej jego korespondencji. Bardzo kochał swoją rodzinę ? to pewne. Jego największa radość pochodziła z domowego ogniska. Dzięki aktywności Zygmunta my wszyscy żyliśmy jakby jeszcze drugim życiem. Był bardzo koleżeński. Muszę powiedzieć, że byłem przez Irminę i Zygmunta goszczony z honorami w ich domku w Rudej Biedaczce.Ten domek był dla niego cudownym twórczym gniazdem. Miałem tam możliwość spotkania się po wielu latach z kilkoma moimi kolegami z klasy . Wszystko to co było związane z historią naszej szkoły, z historią ludzi z nią związanych, profesorów, nas wszystkich ? było dla niego ważne. Pamiętał o urodzinach, o imieninach, wszystkich ważnych świętach i okolicznościach. Nie zapominał o swoich profesorach, utrzymując z nimi kontakt i pomagając w życiowych przypadkach. Był inicjatorem odnowy pomnika na rodzinnym grobie prof. St. Waszczyńskiego i dbania o groby innych. Razem ze swoim kolegą Apisem, stanowili świetnie współpracujący zespół przy redagowaniu stron poświęconych ogólnie mówiąc żegludze śródlądowej.
Nie, to niemożliwe - nadal ciśnie się w moim mózgu. Ta nasza przeszłość, to było przecież tak niedawno. Zygmunt poprawiał czasem mi jakiś tekścik, zamieniał słowa czy podsuwał inną drogę.
Zwracał mi uwagę, że coś jest niezrozumiałe, mniej czy bardziej i z zażenowaniem tłumaczył się z tego przede mną. Podpowiadał tematy, na które można by coś napisać. Wdzięczny mu byłem za angaż dla moich szarych komórek. Zygmunt pisał świetne artykuły. Pisał je pięknym polskim językiem. Czytałem je z przyjemnością, i byłem pełen podziwu. Przyjacielu znad Odry, jest coś wspaniałego w naszej religii, że choć wyroki Boskie są nieodgadnione, to Pan Bóg pozwala nam przez długi czas nie zgadzać się z nimi, do momentu zachodzącej w naszej duszy, sercu i umyśle równowagi, równowagi wprowadzającej już względny spokój do naszych sumień.
Jestem pewny, że byłeś człowiekiem niezastąpionym i to będzie wielkim wyzwaniem dla innych.
Jak to dobrze, że pamięć jest tak czułą tkanką. Nie zapomniemy o tobie Zygmunt. Żegnaj przyjacielu znad Odry.
Rodzina Zygmunta prosiła ustami kaznodziei, aby nie składać kondolencji. Uszanowaliśmy to. W milczeniu składamy wiązanki u stóp krzyża i pochylamy głowę przed Irminą i Rodziną Zygi. W przeddzień pogrzebu jeden z naszych kolegów-absolwentów przysłał mi e-mail, w którym napisał:
... czas się nam dopełnia w tym kolegów odchodzeniu
i oddech jego zimny, co mrozi karki
w przypomnieniu o kruchości naszego trwania-szarpania
co chwilą się jeno zdaje,
kiedy już nad skrajem życia człek staje...
? już salve regina
ku niebu się stroi zmrożona -
ulata i gaśnie.
? i grudy co z gliny wzruszonej
uderzać o wieko
w wiek, wieki złożone
przytłumią w milczenie,
kobiercem we kwiatach
rodziny, kolegów, znajomych
zdziwieniem
że jutra tu razem nie będzie,
że oto odpływasz na zawsze,
że brak najmniejszego skinienia
i myśli się tłuką....? -
Czy niebieściejąc ? ku światłu odlatasz.
Czy, znasz już tajemnicę istnienia?
? i tylko kamionka co skwarki przylepia
i słój od ogórków - nie wiedzą,
że nie będzie razem już wiosny, ni lata
i szlocha ruda biedaczka,
- my same tu ?.
a obiecałeś przecież jesienią, powrócić!
Spoczywaj w pokoju, Przyjacielu.
Andrzej Podgórski '71
zdjęcia Janusz Fąfara '69
zdjęcia Janusz Fąfara '69





Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności.Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies